ZPMP#3 Prawie wszystko idzie zgodnie z planem

in #polishlast year

Opisywanie poszczególnych dni zaczyna być monotonne gdy wpada się w rutynę.
Swoją drogą "wpadać w rutynę" brzmi jakoś tak negatywnie, jak by to było coś złego.
A ja się bardzo cieszę, że my wpadłyśmy w naszą nową rutynę. Wszystko zdaje się układać, ma swoje miejsce, swój czas.

Każda czynność, którą wykonujemy jest wykonywana z jakiegoś powodu. Są rzeczy, które musimy robić, te które możemy robić i te, których robić nie możemy.

W końcu czuje, że mam jakiegoś sojusznika.
Wychowywanie dzieci gdy wokół jest pełno rodziny nie jest łatwe. Babcie, dziadkowie, wujkowie - każdy chce dla dzieci jak najlepiej. Ale nie każdy potrafi ocenić to co lepsze w dłuższej perspektywie.
Babcie pozwalają maluchom na więcej, z drugiej strony często też zabraniają dzieciom wykonywać czynności, które uważają za niebezpieczne, a które aż tak niebezpieczne nie są.

Jeżeli mogę tak wcześnie ocenić przedszkole moich córek, a dokładniej grupe i metody wychowawcze naszych nauczycielek (co ciekawe nie w każdej grupie stosowane są takie same metody, wszystko zależne jest od wychowawczyń)- oceniam na 5.

Zarówno ja jak i co najważniejsze dziewczyny jesteśmy zadowolone z naszego przedszkola i grupy. Dlatego tym bardziej ubolewam dziś nad tym, że zostałyśmy w domu. Dziewczyny mają katar, więc nie prowadzę ich do przedszkola.

Dziewczyny mają katar?! Kiedy ostatnio miały?! Nie pamiętam!
Spełniają się przepowiednie wszystkich ludzi wokół, którzy mówili, że w momencie gdy dziecko zaczyna chodzić do przedszkola, zaczyna częściej chorować.

Wpadłyśmy już w tę naszą rutynę, nie będę opisywać więc dni po kolei a podsumuje to co działo się w ten tydzień w kilku podpunktach.

Paluszek Liluni

Ranka na paluszku szła przez cały paluszek od wewnętrznej strony. Prawie całkowicie się już zagoiła. Przy końcu palca (czyli tam gdzie jest paznokieć :P) jest rana otwarta. Mam wrażenie, że otwiera się ona i zamyka przy zginaniu palca i w ogóle przy zabawie i stąd tak długo, bo już tydzień, miejsce to się nie zagoiło. Lilka wciąż musi nosić bandaż by nie odparzyć rany plastrem. Zmiana opatrunku odbywa się bez żadnych komplikacji.
Nie trzęsę się nad każdą raną dziecka, ale z tak straszną nie miałam jeszcze do czynienia więc cieszę się, że wszystko choć bardzo powolnie idzie jednak w dobrym kierunku.

Posiłki w przedszkolu

Lilka od początku jadła wszystko, no chyba, że jest coś czego normalnie w domu też by nie zjadła.
Łucja wciąż nie dojada posiłków, z tej prostej przyczyny, że wielu rzeczy nie lubi. Zarówno ja jak i nauczycielki rozmawiałyśmy z Łucją, by z każdego posiłku wyjadała jedynie to co lubi, ale żeby zawsze zjadła choć trochę. Łucja poszła z nami na ten układ

Dużym ułatwieniem dla wszystkich dzieci jest to, że zaczarowany wózek, na którym Pani wozi posiłki po grupach zawiera w sobie nie tylko to co jest w menu. Zawsze pod spodem wózka znajduje się pieczywo i jakieś dodatki do kanapek, by w razie gdy dziecko wciąż nie chciało zgodzić się na dany posiłek mogło chociaż "posilić" się chlebem. Niby nic a jednak coś. Dzieci nie są głodne, nauczycielki się nie martwią, dodatkowo dzieci czują, że mają jakiś wybór i wiedzą, że biorą udział w "podstępie", bo przecież jedzenie schowane w wózku nie jest tym, które powinny jeść.
Nie jestem pewna czy jest to rozwiązanie tymczasowe na czas wdrażania się dzieci w nową sytuację czy jest to praktyka stosowana przez wszystkie lata przedszkola. Nie ma to jednak znaczenia, bardzo podoba mi się to rozwiązanie. O ile uważam, że dzieci powinny stosować się do zasad typu - gdy jest posiłek wszystkie dzieci siedzą grzecznie przy stole, o tyle zmuszanie dzieci do jedzenia produktów, których nie lubią jest dla mnie przesadą.

ZAJĘCIA:

1.jpg

Religia w przedszkolu?

Sporym szokiem było dla mnie to gdy na zebraniu z rodzicami dowiedziałam się, że już tak małe dzieci jak nasze Żyrafki mają zajęcia tego typu. Jestem niewierząca, moich dzieci nie wychowuje w wierze. Co prawda zarówno ubieramy choinkę jak i malujemy jajka na Wielkanoc, jednak czynności te traktuje jako zabawę, bo nie da się ukryć, że dla dzieciaków jest to frajda. Dla mnie jest to bardziej zwyczaj i okazja do nieszablonowego spędzania czasu z rodziną niż jakaś czynność ściśle związana z wiarą.
Uważam też, że wiara to jedno, a wiedza to drugie. Sama jako ateistka przez pewien czas chodziłam na religię zarówno ze względu na to, że facet od religii był mega luźny i fajny jak i ze względu na to, żeby po prostu czegoś nowego się dowiedzieć. (Poza tym gdy nie chodziłam na religię to musiałam chodzić do świetlicy, a tam byłam napastowana przez dziewczynę będącą świadkiem Jehowy, bo za wszelką cenę chciała wkręcić mnie w ich sektę).
W każdym razie słysząc o zajęciach religii dla czterolatków i będąc w tym szoku spytałam na czym one polegają i ile trwają. Okazało się, że trwają one 15 minut i są raz w tygodniu, dzieci na tych zajęciach są uczone dobroci i przyjaźni i nie ma tam nic o Bogu. Jedynie w okresie świąt pojawiają się jakieś bajki czy kolorowanki o Jezusie, szopce itd. Na zajęcia te rodzice dzieci muszą się zgodzić. Jeżeli rodzice zgody nie wyrażą dzieci na ten czas będą trafiały do innych grup.
Nie chciałam by moje córki na początku przygody z przedszkolem były rozdzielane ze swoją grupą lub nauczycielkami, dodatkowo nie widzę nic złego w zajęciach religii (szczególnie takich jak te) nawet dla dzieci z rodzin niewierzących. Wyraziłam zgodę na zajęcia.

Nie wiem jaką decyzję podejmę w przyszłych latach, z jednej strony nie chce by dziewczyny zawracały sobie głowę rzeczami takimi jakimi mi zawracano głowę w przeszłości, pozostawiając przy tym więcej pytań niż odpowiedzi oraz karając za ciekawość. Z drugiej strony sama po sobie wiem, że gdy nauczyciel jest w porządku to takie zajęcia mogą wyglądać fajnie i ciekawie. Nie wiem...

Rytmika

Zajęcia polegające na tańcu, śpiewaniu, rytmicznym chodzeniu i wykonywaniu gestów.

"Pani córki pięknie śpiewają i super się poruszają, jednak robią to wciąż w ciągu dnia poza zajęciami rytmiki"

Wiem, wiem...Troszkę się buntują, troszkę się wstydzą, nie lubią być w centrum uwagi. Są takie jak ja. Rozmawiamy jednak w domu o tym, że te zajęcia są zabawą dla wszystkich dzieci i nikt nie będzie się patrzył tylko na Lilę i Łucję. Poza tym gust muzyczny Łucji nieco mija się z tym co puszczane jest w przedszkolu ;)
Zdaje się, że Lilka brała by udział w dużo większej ilości zajęć i zabaw, jednak to, że Łucja jest wycofana hamuje i Lilę.

Poza "head, schoulders, knees and toes" wiem, że dziewczyny uczyły się świetnej piosenki, która wciąż teraz chodzi mi po głowie:

wzruszam się gdy oglądam wykonanie tych dzieciaczków i wyobrażam sobie moje małe.

Dzieci w przedszkolu słuchają muzyki również poza zajęciami rytmiki, więc praktycznie co dnia gdy wracają to szczególnie Lilka coś tam sobie nuci. Zajęcia rytmiki są jednak wyjątkowe, bo poza muzyką jest również taniec. Uwielbiam te pokraczne, losowe ruchy kończyn dzieciaków, które niby wykonują ten sam układ, a jednak każdy robi coś po swojemu <3

Plastyka

Oczywiście dzieci rysują na codzień różne obrazki czy kolorują kolorowanki. Zajęcia plastyki są jednak czasem gdy dzieci, rysują, kolorują bądź tworzą coś co jest w programie.
Ostatnio na przykład grupa została podzielona na dwie części i każda z grupek miała za zadanie pokolorować dużą kolorowankę z łodzią. Na tych zajęciach dzieciaki tworzyły również swoje kolorowe, brokatowe łapki oraz uczą się łączyć kropki by utworzyć z nich szkic.
Niektóre dzieci rysują i kolorują także w swoim czasie wolnym poza zajęciami. Łucja tego nie robi, Lilka robi.
Wszystkie obrazki cieszą, zarówno te z zajęć jak i te tworzone w czasie wolnym. Te tworzone w czasie wolnym są jednak wyjątkowe, bo wtedy to od początku do końca zależy od dziecka jak wyglądać będzie dzieło:

kotek.jpg

ja na spacerze z kotkiem :D

Prace Lilianny zawsze wyróżniają się na tablicy. Są dokładne, dopracowane, często Lilka dodaje coś od siebie. Coś czego nie było w kolorowance. Jej obrazki zawsze są bardziej realistyczne lub odwrotnie - bardziej abstrakcyjne niż innych dzieci.

Zgadniecie, które to prace Lili? ;)

zyrafki.jpg

domki.jpg

Oczywiście obie moje dziewczyny tak samo chwale za ich dzieła. Fotografuje je i pokazuje ich tacie i on też żadnej z nich nie wyróżnia.
Widać jednak, że Łucja nie czuje zapału do sztuki. Potrafi bazgrolić kółka i linie patrząc się znudzona w sufit. Wczoraj nawet powiedziała, że nie będzie już rysowała, bo ona woli pływać i musi powiedzieć Pani by ta zabierała ją na basen :D

Co ciekawe, zauważyłam, że zarówno na naszej tablicy jak i na tablicach innych grup te rysunki, które są niedokończone lub często nawet nie zaczęte są rysunkami chłopców.

Obok sali Żyrafek jest sala innych dzieci, prawdopodobnie młodszych, których prace też widuje dzień w dzień.
Jednego z pierwszych dni na tablicy tamtych dzieciaków były słoneczka. Wszystkie żółte, co bardziej pomysłowe dzieci dodały pomarańczu czy czerwieni. Jedno ze słoneczek było jednak zupełnie inne...

70724300_470057213843137_3955928131046473728_n.jpg

Co ciekawe w następne dni też jedna z prac zawsze się wyróżniała.
Wszystkie dzieci narysowały kolorowe tęcze. Niektóre w kolorach tęczy, inne niebiesko żółto czerwone, inne dodały kropeczki lub kreseczki... tylko jedna tęcza była czarna.
To samo gdy dzieci kolorowały zbiór baloników. Tylko na jednej z prac wszystkie baloniki były czarne.

Język angielski

Zajęcia języka obcego odbywają się z obcą dla dzieci Panią. To spowodowało, że moje dziewczyny na tych zajęciach nie chciały się bawić. Jednak nasza ulubiona Pani złapała wtedy moje małe za rączki i zadawała te same pytania co Pani od angielskiego i wtedy dziewczyny bez problemów dołączyły do zajęć.
Zadanie polegało na tym, że nauczycielka mówiła po angielsku słowa, a dzieciaki pokazywały obrazki (wiecie, coś jak car i samochodzik, ball i piłeczka). Moje dziewczyny bezbłędnie pokazały wszystkie obrazki.
Nie była to jednak żadna niespodzianka dla nauczycielek. Wszystkie dzieciaki w grupie bardzo dobrze radzą sobie z angielskim, co dotąd nauczycielki sprawdzały pytając na przykład o kolory po angielsku lub gdy dzieci po prostu same z siebie używały obcego języka w ciągu dnia.

Podsumowując

Wszystko było by dobrze gdyby nie choroba.
Dziewczyny chętnie chodzą do przedszkola (choć niechętnie budzą się tak wcześnie). Bawią się z innymi dziećmi, biorą udział w zajęciach. W niektórych chętnie, w innych niechętnie. Jedzą posiłki. Nieraz całe, nieraz proszą o dokładkę, nieraz nie dojadają.
Wszystko zdaje się być tak jak powinno. No może jedynie małe buntują się częściej niż inne dzieci. Nie sądzę by byłą to moja wina i tego jak je wychowuję, nie sądzę nawet, że to ich wina. Są małe, ale są w pewnych sferach życia niezależne. Nigdy nie były zmuszane do tańca, rysowania czy śpiewania. Pod względem rozrywki zawsze robiły co chciały więc pewnie zajmie im trochę czasu zanim na przykład będą dobrze bawić się na rytmice.
Mam nadzieję, że Łucja nie będzie się wstydzić. Nigdy w życiu nie wywoływałam w dzieciach poczucia wstydu - NIGDY. Nigdy nie śmiałam się z ich dzieł, z tego co robią, z tego, że dziwnie się zachowują. Nigdy nie mówiłam: wstydź się, taka duża a dydka smoczka; załóż majty, bo ktoś zobaczy twój tyłek; nie płacz, bo wszyscy patrzą. Jeżeli jakiekolwiek zachowania czy działania dziewczyn mi się nie podobały mówiłam co jest źle i dlaczego, ale nigdy nie starałam się ich oceniać ani wystawiać ich na ocenę innych ludzi. A powiem Wam szczerze, że wielu takich ludzi na swojej drodze spotykam, co właśnie w ten sposób zamykają dzieci. Skoro ja tego nie robiłam, to czemu Łucja wciąż boi się ocen? Czy mogła by to po prostu mieć po mnie?

I czemu mi zachorowały? Moje dzieci większość czasu spędzają na dworze, ubrane tak jak im pasuje. Zdaniem mojej babci dziewczyny biegają "żywo nago" co w jej słowniku oznacza, że są ubrane zbyt lekko. Jednak skoro potrafią zakomunikować czy im ciepło czy zimno to szczerze mówiąc nigdy za bardzo nie zwracałam uwagi na to jak faktycznie są ubrane.
Moje dzieci biegają "po deszczu", gdy jest wiatr, biegają na boso po trawie, nawet gdy jest rosa, lub skaczą boso w kałużach. Pływają w basenie w pochmurne dni i leją się zimną wodą z węża...I nigdy nie chorują!!

dz.jpg

Mam nadzieję, że to jest jakiś przypadek, że zachorowały i że przedszkole nie musi oznaczać wiecznej choroby.
Kocham je i nie chce by chorowały, jednak nie chcę też już trzymać ich w domu, potrzebują innych dzieci, zajęć, nauki i wolności.



Sort:  

Twój post został podbity głosem @sp-group-up oraz głosami osób podpiętych pod nasz "TRAIL" o łącznej mocy ~0.17$. Zasady otrzymywania głosu z traila @sp-group-up znajdziesz w ostatnim raporcie tygodniowym z działalności @sp-group, w zakładce PROJEKTY.

@michalx2008x

Chcesz nas bliżej poznać? Porozmawiać? A może chcesz do nas dołączyć? Zapraszamy na nasz czat: https://discord.gg/rcvWrAD

Dziękuję 🙂

Na samo wspomnienie o lekcji religii już się uruchomiłem :D Dobrze, że nie jest to taka religia, o jakiej myślałem :) Sądzę, że Twoje dzieci poczują dumę ze swojej mamusi, gdy kiedyś wejdą na steemit i przeczytają Twojego bloga :) Aaa co do prac Lilii to... Na pierwszym zdjęciu była to praca nr 10, a na drugim... 12 albo 4, ewentualnie 7? :D Ach, jak byłem mały (W zerówce, bo nie chodziłem do przedszkola) To też jak ta druga, czarna kredka w łapę i wszystko na czarno :D

W pierwszej chwili byłam zaskoczona ta religia w przedszkolu i w dodatku mam uprzedzenie do tych zajęć ze względu na to jak wyglądały moje zajęcia w dzieciństwie. W dodatku uważam, że wiek 4 lat to za wcześnie na takie nauki, dzieci nie są w stanie tego pojąć, 'wierzą' z automatu, a nie o to przecież chodzi...
Super by było jak by okazało się, że córki będą że mnie dumne, ale steem jest tak mało znaczącą częścią mojego życia, że nie sądzę by miały okazję w przyszłości tu być. Natomiast gdy ja tu wrócę to na pewno miło będzie to wszystko wspominać.
Pracę Lilki to 1 i 7. Ja za dzieciaka znowu bardzo się starałam przy rysowaniu czy malowaniu. Moje prace wygrywały w zerowe różne konkursy, a byłam tak kreatywna, gdy coś tworzył, że pamiętam gdy wszystkie dzieciaki miały za zadanie narysować coś przy psychologu to psycholog był bardzo zaniepokojony moimi rysunkami i rozmawiał z moimi rodzicami 😂 prosty człowiek nie zrozumie małego artysty.
A te czarne rysunki nie należą do tej drugiej, tylko do dzieciaka z innej grupy. Tablice tamtej grupy oglądam właśnie ze względu na tamtego małego artystę z czarną kredka 🙂