Z pamiętnika matki przedszkolaka

in #polishlast year

Tak siedzę i siedzę i myślę co by tu zrobić z wolnym czasem,takim prawdziwie wolnym, którego przez ostatnich kilka dni mam więcej. Nie jestem za bardzo w stanie robić czegoś fizycznie, gdyż na niczym nie mogę się skupić, wciąż dużo za dużo myślę.
Ciągłe rozmyślanie nad wszystkim to jest moja ogromna wada, szczególnie, że te moje myśli z reguły zmierzają w najczarniejszym kierunku jakim tylko mogą.
Kolejnym moim problemem jest to, że mam za dużo wolnego czasu, którego nie potrafię wykorzystać (Czy nie napisałam tego już tak powyżej tylko innymi słowami? Ahh nie mogę się skupić... )

Może przejdę do tematu zanim kolejny raz się pogubię.
Dobrze, że wpisałam już tytuł posta - przynajmniej wiem o czym chce pisać...

DSCN9886.JPG

Moje córki poszły do przedszkola.

Dziś już trzeci raz je tam odprowadziłam. To jakieś szaleństwo. Pierwszy raz od prawie czterech lat jestem sama i mam wolny czas od dzieci. Obecnie przeżywam wielki szok, i wydaje mi się, że nawet większy niż moje córki. Wczoraj i przedwczoraj po odprowadzeniu ich do przedszkola tylko siedziałam. Siedziałam, trzymałam telefon w ręce i czekałam aż ktoś do mnie zadzwoni powiedzieć co z dziećmi.
Dziś postanowiłam, że coś napisze - progres! Jak tak dalej pójdzie to może w końcu rusze tyłek i wezmę się za porządki w domu, a kto wie, może pójdę do pracy? :D

Dzień pierwszy (02.09.2019)

Wczoraj nie mogłam zasnąć, poszłam spać grubo po północy, a później i tak budziłam się co chwilę i spacerowałam po domu w poszukiwaniu szczęścia. Ostatecznie obudziłam się o 5 i do godziny 7 kontynuowałam spacery po domu, co chwile zapuszczająć się do toalety, gdyż bardzo bolał mnie brzuch i brało mnie na wymioty.
Łucje obudziłam pierwszą, była bardzo podekscytowana pierwszym dniem w przedszkolu i postanowiła, że to ona obudzi Lilę.
Śniadanko zamiast do buziek dzieci trafiło do pyszczka Leona, gdyż one zbyt bardzo śpieszyły się do przedszkola i postanowiły mnie oszukać. Sama też nic nie zjadłam, nie wypiłam nawet kawy, za bardzo bolał mnie brzuch.
Po umyciu ząbków wesołym krokiem ruszyłyśmy z dziewczynami do auta wraz z ich ukochaną Bunią - czyli moją mamą, która z okazji tego wielkiego dnia postanowiła wziąć wolne w pracy.
Droga z auta do przedszkola również przebiegałą u dziewczyn wesoło - dla mnie była masakryczna i bałam się, że zaslabnę.
Na miejscu okazało się, że nie mogę znaleźć dziewczyn na liście i nie wiedziałam, do której grupy je odprowadzić. Spełniły się moje obawy. Nie doniosłam jakichś dokumentów, coś źle wypełniłam, albo co gorsza... może tak naprawdę nigdy nie byłam w tym przedszkolu by je tam zapisać?
Na szczęście Bunia trzymała nerwy na wodzy, znalazła listę oraz nasze dziewczyny na niej.
Okazało się, że są one żyrafkami, a ich szatnia i sala są tuż obok wejścia. Przeszczęśliwe dziewczynki widząc swoje szafeczki rzuciły się do przebierania obuwia... jednak najgorsze było przed nami...
W momencie otworzenia drzwi sali, wesołe humorki uciekły. Uciekły razem z przerażonymi dziećmi.
Łucja płakała tak, że czułam jak pęka mi serce. Widziałam, że Lilka nawet chce tam wejść, ale przeraża ją zachowanie Łucji.
Wzięłam Łucje na ręce, zaczęłam ją zapewniać, że wróce po nią po pracy (matka kłamczucha) i że na sali czeka na nią mnóstwo zabawek i innych dzieci. W tym momencie jedna z nauczycielek powiedziała, że w przedszkolu dzieci się nie nosi, że przedszkolaki są już duże, dała mi kartkę. Łucja i Lila mimo, że płakały zostały zagadane przez inną Panią. Ta która dała mi kartkę powiedziała, że skoro dzieci są w sali to ja mogę już wyjść i żebym przyszła po nie po obiadku czyli po 12. Chciałam zawołać dziewczyny, jednak Pani powiedziała, że już się z nimi pożegnałam, że mam wyjść i że tak będzie dla nich lepiej.
Posłusznie wyszłam, choć wcale nie chciałam i płakałam tak jak i one płakały.Słyszałam, że mnie wołają i nie do końca wiedziałam co mam teraz zrobić i co dla nich będzie najlepsze. Postanowiłam jednak, że zdam się na doświadczenie nauczycielek.
Chwile musiałam namawiać mamę byśmy wyszły z budynku. Gdy zmierzałyśmy do wyjścia zza Żyrafkowych drzwi dalo się słyszeć przeraźliwe "Buuuuuniaaaaa!", które rozrywa serce, sczególnie gdy pada z ust Lili. W tym momencie moja mama wróciła pod drzwi i to w takim stylu, że można by pomyśleć, że zaraz je wyważy.
Po chwili płacz dziewczyn ucichł, siłą udało mi się wyciągnąć Bunię z przedszkola i wróciłyśmy do domu.

Gdy wróciłam po dziewczyny Lilka wesoło do nas wyszła, a Łucja rozpłakała się gdy nas zobaczyła. Według nauczycielek Liliannka to złote dziecko, które szybko się uspokoiło po naszym wyjściu i bardzo troskliwie opiekowało się Łucją. Lila przytulała Łucję by ta się nie smuciła, przynosiłą jej zabawki oraz chciała ją nakarmić, gdyż Łucja nie chciała jeść ani śniadanka ani obiadu.
Łucja również szybko się uspokoiła po naszym wyjściu, po jakimś czasie zaczęła się bawić, ale stanowczo nie chciała jeść. Jako jedyna nie usiadła nawet do stolika z dziećmi.

Gdy rozmawiałyśmy o przedszkolu w drodze do domu Lilka miała bardzo dobry humor i mówiła, że było fajnie. Łucja natomiast mówiła, że było fajnie jednak była smutna.

Wieczorem w trakcie czytania bajek Łucja sama zaczęła temat przedszkola. Powiedziała, że nie chce jeść, bo się wstydzi. Wtedy powiedziałam jej, że nie musi jeść jeżeli nie chce, ale żeby tak jak inne dzieci usiadła do stolika, powiedziałam też, że porozmawiam z Panią by ta nie zmuszała Łucji do jedzenia. Łucja zgodziła się ze mną by tak było.

Dzień drugi 03.09.2019

Przespałam całą noc, lecz koło 6 znów obudziłam się z ogromnym bólem brzucha i znów zaczęłam spacerować.
Obie dziewczyny po obudzeniu powiedziały, że nie chcą iść do przedszkola jednak powiedziałam, że nie ma innego wyjścia, gdyż same w domu zostać nie mogą. Łucja sprytnie stwierdziła, że w domu jest Leon i, że zostanie z nim. Nie było płaczu, nawet nie stawiały się jakoś mocno.
Zjadły śniadanko, umyły ząbki i w dobrych humorach ruszyłyśmy do przedszkola.
W przedszkolu najpierw odwiedziłyśmy żółwiki na korytarzu i zaplanowałyśmy, że następnego dnia przyniesiemy im jedzonko, bo było napisane, że można.
Ściąganie kurteczek i zakładanie paputków odbywało się w wesołej atmosferze. Oczywiście piekielne Żyrafkowe drzwi popsuły wszystko.
Lila zaczęła tupać i krzyczeć, że wraca ze mną do domu. Powiedziałam, że to niemożliwe, bo ja nie jadę do domu. Łucja po cichutku roniła łezki, jednak weszła do sali bez prostestów. Lilka troszkę się stawiała jednak widząc, że Łucja już tam jest poszła za nią.

Gdy odbierałam dziewczyny Lilka była wesoła, Łucja natomiast rozpłakała się gdy mnie zobaczyła. Powiedziała, że płacze, bo Pani na nią krzyczała. Pani usłyszała to, poszła gdzieś, po czym wróciła i powiedziała Łucji, że wołała ją do stolika, bo takie są zasady w przedszkolu. Łucja wtedy sama złapała Panią za rękę i powiedziała, że wie.
Pani powiedziała mi, że tego dnia Lilka znów troszczyła się o Łucję. Powiedziała też, że Łucja faktycznie usiadła z dziećmi do stolika podczas posiłku lecz sama nie jadła. Zanim skończył się posiłek Łucja wstała od stolika i wtedy Pani zawołała ją i powiedziała, że nie może tak robić.
Ja rozumiem to, że tak jak w domu rządzę ja tak w przedszkolu rządzi Pani i podczas rozmów z Łucją wytłumaczyłam jej to. Łucja nie może wstawać od stolika mimo, że nie je, bo wtedy odchodzą też inne dzieci, które jedzą. Mam nadzieję, że nie usłysze kolejny raz, że któraś z Pań krzyczała na Łucję.

Widziałam jak Łucja ufnie podała rękę Pani. Wiem, że Łucja dużo rozumie i mimo, że chce tam być i poznawać nowe rzeczy oraz się uczyć to po prostu się boi. Ma to po mnie.
Gdy odjeżdżałyśmy z przedszkola Łucja powiedziała patrząc w kierunku budynku "Ahh kocham to moje przedszkole".

Tego dnia odbyło się też zebranie dla rodziców, na którym popłakałam się ze wzruszenia, bo nauczycielka powiedziała, że Łucja wciąż mówi tylko o mnie: nie zje tej zupki, bo mama robi pyszniejszą, nie chce słuchać jak Pani czyta bajki, bo mama jej czyta w domu, nie chce rysować z Panią, bo mama rysuje lepiej. To taka drobna rzecz a jednak cieszy (szczególnie to o gotowaniu). Tak jak pisałam, Łucja jest taka jak ja. Przyzwyczai się do czegoś i cięzko jej to zmienić, ale przecież mi też jest ciężko teraz. Myślę, że razem damy radę, bo razem jesteśmy dużo silniejsze.

Jedna z Pań na zebraniu powiedziała też, że jest taka jedna mała osóbka, która nie chce z nią rozmawiać jednak, zrobiła tego dnia coś wyjątkowego. Ta mała osóbka podeszła do Pani tyłem i powiedziała "podrap... niżej... wyżej...w bok". Pani powiedziała, że dla nas może wydawać się to śmieszne jednak ona wie, że w tym momencie przełamana została między nimi bariera. Pani mówiła to oczywiście o Łucji i Łucja w domu to potwierdziła.

Dzień trzeci 04.09.2019

Dziewczyny wstały niezadowolone z faktu, że je budze jak i z tego, że muszą iść do przedszkola. Cała rutyna w domu odbywała się jak dotąd. Raz z uśmiechem, raz z grymasem.
Dziś do przedszkola wraz z nami pojechał dziadek dziewczyn, bo ma akurat wolne. Dziewczyny dostały ode mnie zadanie by pokazać dziadkowi żółwiki oraz swoje szafeczki. Mojego tatę poprosiłam by pożegnał się z nimi gdy założą paputki i by wyszedł bez odwracania się.

Dziewczyny dumnie oprowadziły dziadka po korytarzu oraz pokazały swoje kolorowanki na ścianie przed salą. Co do kolorowanek - na zebraniu Panie poprosiły nas by każdy z rodziców pochwalił swoje dziecko za dzieło i nie porównywał z pracami innych dzieci, gdyż niektóre narysowały tylko kropkę lub kilka liń. Myślałam wtedy, że mowa tu o mojej Łucji. Lilka koloruje i w ogóle rysuje przepięknie, szczerze zaskakująco dobrze jak na swój wiek. Łucja natomiast ani za bardzo nie chce rysować, ani się nie stara, ani jej to specjalnie nie wychodzi. A tutaj szok - rysunek Lilianki był jak zwykle pięknie wykonany, ale Łucja też przyłożyła się do tego zadania. I widać było, że była bardzo dumna gdy pokazywała nam swoją żyrafkę.
Mój tata poszedł tak jak go poprosiłam tuż po założeniu paputków. Powiedziałam dziewczynom "Kocham Was, bawcie się dobrze, przyjadę po Was po obiadku" i... i... ani nie dały mi buzi, ani nie przybiły piątki tylko poszły sobie po prostu do sali :O. Wsadziłam tam głowe, powiedziałam Paniom "Dzień dobry", po czym powtórzyłam całe zdanie, które skierowałam wcześniej do dziewczyn, ale one znowu nic nie odpowiedziały, tylko ruszyły do Pań.
Więc poszłam...

Jestem już w domu, siedzę i piszę, wypiłam nawet kawę i szczerze mówiąc wciągnęłam trochę śniadania :)
Nie chce krakać, ale chyba powoli zmierzamy w dobrym kierunku.
Wczoraj nawet gdy mówiąc do Łucji wzróciłam się do niej "Myszko" usłyszałam "Nie jestem Myszką! Jestem Żyrafką! Chodzę już do przedszkola!" <3



Sort:  

Congratulations @julietlucy! You have completed the following achievement on the Steem blockchain and have been rewarded with new badge(s) :

You received more than 7000 upvotes. Your next target is to reach 8000 upvotes.

You can view your badges on your Steem Board and compare to others on the Steem Ranking
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

Vote for @Steemitboard as a witness to get one more award and increased upvotes!

Twój post został podbity głosem @sp-group-up oraz głosami osób podpiętych pod nasz "TRIAL" o łącznej mocy ~0.17$. Zasady otrzymywania głosu z triala @sp-group-up znajdziesz w ostatnim raporcie tygodniowym z działalności @sp-group, w zakładce PROJEKTY.

@wadera

Chcesz nas bliżej poznać? Porozmawiać? A może chcesz do nas dołączyć? Zapraszamy na nasz czat: https://discord.gg/rcvWrAD

Dziękuję :)

nie chce tutaj siać zamętu, ale ja tam wierze w Leona 😍
myślę że spokojnie podołałby roli opiekuna i cała ekipa miałaby tego dnia niezapomniane wrażenia 😁
just saying.

ale serio to świetnie daliście radę.
ja się bawiłam z moim synkiem w przedszkole w domu, zanim mały wyruszył do prawdziwego.
układał sobie kartony w szkolne regały, robił z biurka klasowy stolik, nawet miał wskaźnik z patyka :)
trochę mu wmówiłam że tam będzie fajnie, a trochę mi uwierzył.
później bywało różnie ale początki zawsze są trudne.

będzie coraz lepiej!
(do pierwszej kłótni z ulubionym kolegą/koleżanką 😅)

na szczęście dziewczyny mają siebie 💚

Posted using Partiko iOS

Wiesz, ja też ufam Leonowi. Może nie nakarmil by ich czy nie przebral w razie potrzeby, ale na pewno nie pozwolił by im wyjść z domu lub by ktoś obcy zbliżył się do nich. A poza tym troszkę go kocham i nie wyobrażam sobie zostawić go sam na sam z moimi pomysłowy i dziewczynami 😂
Świetny pomysł z tą zabawa w przedszkole! Ja w życiu bym na to nie wpadła. Jednak od czasu do czasu mówiłam dziewczynom, że już niedługo przedszkole i tłumaczyłam jak tam fajnie, czemu tam idą i bla bla bla (chociaż tyle :p).
Swoją drogą teraz już się domyślam skąd temu małemu wziął się pomysł na prezent dla mamusi - oczywiście mowa o Twoim laptopie, którego dostałaś od synka 😁
Co do ulubionych kolegów i koleżanek - moja wczorajszą rozmowa z Łucja:

  • i co, fajne są koleżanki i koledzy w przedszkolu?
  • Nie!
  • Czemu?
  • Bo się nie dziela zabawkami.
  • Ojej... Na pewno w końcu się polubicie i będziecie się wymieniać zabawkami. A ty się dzielisz kochanie?
  • Noł Noł Noł!

Jest i tak milion razy lepiej niż myślałam, że będzie. Jednak dzieci są niesamowicie mądre i odważne <3 a moje w dodatku tak jak mówisz - maja siebie <3