Krótka refleksja o cukrze

in #polishlast month

Ostatnio @szmulkberg przypomniał mi pewną scenkę, która miała miejsce w Tarnowie w 2010 lub 2011 roku. Otóż spotkaliśmy się w licznym gronie na moim mieszkaniu w bloku przy ulicy (po)Promiennej i gdy przyszedł czas robienia herbaty zapytałem: "kto słodzi?".

Dwie osoby odpowiedziały przecząco.

img_0172.jpg

Fot. Jedno ze spotkań na Promiennej.

Jak wynika z relacji @szmulkberga, miałem je wówczas określić mianem "kociorzy".

Tak zapewne było. Będąc dzieckiem (czyli kilkanaście lat wcześniej) miałem bowiem styczność ze Światkami Jehowy, którzy wydawali mi się dość dziwni, bo... nie słodzili herbaty. A herbatę słodzili wtedy wszyscy. Stąd i ta prosta kalka.

Ale dlaczego o tym piszę? Otóż minęło nieco ponad 10 lat od wspomnianego spotkania na Promiennej (i jeszcze więcej od mojego dzieciństwa) i proporcje zupełnie się odwróciły. Nie jest tajemnicą, że w Królestwie Bez Kresu mamy sporo herbat. Jest to więc najczęściej spożywany napój w "herberciarni". Co jednak ciekawe, w czasie 10 miesięcy funkcjonowania KBK, tylko 2 dwie osoby (poza mną) posłodziły herbatę. I nawet jeśli ktoś umknął mojej rachubie, to wciąż do policzenia powinna wystarczyć jedna ręka (drwala po wypadku). W 99% przypadków na pytanie: "podać cukier?", odpowiedź brzmiała: "nie, dziękuję". Cóż, świat się zmienia...

Sort:  

Szkoda psuć smak kabekowej herbaty cukrem :)