Przemyślenia o kursie na prawo jazdy

in Polish HIVE2 months ago

Nie ma to jak zrobić coś niemądrego!

Jakiś czas temu pisałam o tym, że jestem w trakcie kursu na prawo jazdy. Trochę już minęło od tamtego posta, więc to dobra pora by w miarę obiektywnie spojrzeć na kilka kwestii związanych ze szkoleniem oraz samym egzaminem.

image.png
Źródło: Pixabay

Kiedy to było?

Zaczynając historię chronologicznie muszę cofnąć się do bodajże połowy sierpnia zeszłego roku. Pamiętam spotkanie w galerii z parą znajomych, którzy trochę nie wierzyli, że serio pójdę na to prawko. Niemniej miałam mocne postanowienie, że już zacznę ten cyrk oraz nic mnie nie powstrzyma - no chyba, że zamknięte drzwi jednej ze szkół, od których się odbiłam i tyle mnie widzieli.
Na szczęście drugim upatrzonym ośrodku udało się zapisać, ale był mały haczyk. Przychodząc na miejsce właściciel ośrodka poinformował mnie, że chociaż jest druga połowa sierpnia, to pierwsze spotkanie będzie... 26 października. Ponad 2 miesiące czekania, instruktor jeszcze 2 razy się zapytał czy jestem tego pewna, ale uznałam, że nawet lepiej, bo będę już dobrze zadomowiona w Katowicach. Pozostało tylko czekać.

Halo urząd? Pracujecie czy się obijacie?

Dni mijały, aż wreszcie nadszedł wielki wieczór, kiedy musiałam się zjawić w ośrodku. Kameralne towarzystwo, spotkania fizyczne mimo pandemii i ten szkolny klimat. Zapowiadało się naprawdę dobrze, dostaliśmy plik dokumentów, który mieliśmy zanieść do swojego starostwa, żeby wyrobili profil kandydata na kierowcę, wszystko proste. Mieliśmy na to tydzień czasu, ale znałam też swoje szczęście (oraz kochany urząd), więc następnego dnia rano pojechałam do starostwa wrzucić kopertę z papierami.

W miasteczku, do którego jestem przypisana obowiązuje specyficzna zasada co do dokumentów - przechodzą one 2-dniową kwarantannę. Zatem w czwartek/piątek powinnam mieć już wymagany profil. Szkoda tylko, że w czwartek osoba odpowiedzialna za dokumenty była na urlopie, więc dopiero w piątek trafiły do przetwarzania. W niedzielę dzwonił właściciel ośrodka, czy uda mi się uzyskać dokumenty bo bez tego nie mogę rozpocząć szkolenia. Tłumaczyłam mu sytuację, dał mi czas do południa następnego dnia. Z samego rana wycieczka do miasteczka po dokumenty. Na szczęście zdążyli je zrobić, ale dosłownie rzutem na taśmę.
Najważniejsze, że mogłam w spokoju zacząć kurs.

Wiem, że jestem specyficzna

Sam kurs był spoko. Teorię wykładał właściciel ośrodka, sympatyczny człowiek, któremu się chciało tłumaczyć. Pomijając, że na każdych zajęciach walczyłam, żeby nie zasnąć z racji wieczornej pory, to naprawdę dobrze się bawiłam. Aż za dużo notowałam, próbowałam rozkminiać i czasami musiałam tłumaczyć ludziom moje zdanie na dany temat, ale na ogół wolałam siedzieć cicho. Tak wygodniej.
Jazdy miałam z właścicielem ośrodka. Pamiętam pierwszy dzień, całe Katowice w szronie, z resztą część zdjęć już wrzucałam ostatnio. Zaraz weszło myślenie z gatunku, że to nie jest przypadek, że będę w śniegu jeździć, że przywrócę zimę swoim kursem.
No beka z typa.
Okazało się, że dość szybko podłapałam jak się jeździ, instruktor był pod wrażeniem i wypytywał czy gdzieś jeżdżone było przed jazdami. Popatrzyłam na człowieka odpowiadając szczerze do bólu - że ostatni raz to było ze 4-5 lat temu i skończyło się wjazdem do rowu melioracyjnego. Przy okazji wybiłam ojcu pomysł przymuszania mnie do prawka, więc wygryw.

Jazdy upłynęły w równie sympatycznym tonie, na pewno jestem dużo bardziej oswojona z całym wątkiem używania auta. Do tego zaczęłam zwracać uwagę na rzeczy, które poprzednio nie miały dla mnie zbytnio znaczenia. Nawet Mysio specjalnie dla mnie zaczął jeździć bardziej przepisowo, bo ogarnęłam, że biernie skopiowałam jego styl jazdy, więc żeby nie było przypału na egzaminie to nie robił brzydkich rzeczy na drodze. Kochany chłopak.
Jazdy skończyłam 21 stycznia, wtedy miałam wewnętrzny praktyczny. Z drobnymi potknięciami, ale jednak zdany. Tydzień później, 29 stycznia zdawałam teorię wewnętrzną i też się udało. Zostało zatem zapisać się na państwowy...

Bez spiny, mamy kosmiczne terminy

Na egzamin teoretyczny w WORD musiałam czekać 2 tygodnie. No dobra, niech będzie...
Tylko, że jakbym nie zdała to znowu kolejne półtorej tygodnia czekania na kolejne podejście. Na szczęście udało się zdać. Odetchnęłam z ulgą i sprawdziłam terminy na praktykę. Opcje były dwie - albo idę następnego dnia w turbo śnieżycę jaka miała miejsce w Katowicach, albo czekam miesiąc. Przestraszona powiedziałam sobie, że przecież muszę sobie przypomnieć jak się auto uruchamia, bo skoro ostatnie jazdy miałam 21 stycznia, a był 16 lutego to przecież już kawał czasu i nie byłam pewna czy dam sobie radę. Każda wymówka była wówczas dobra, więc termin zarezerwowany na marzec. Myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy, że będzie w porządku. Nawet sobie jazdy wykupiłam, żeby sobie rzeczywiście przypomnieć jak się yariską jeździ. 2 dni przed egzaminem śmiałam się z moim instruktorem, że będzie ładna pogoda, że żadnego śniegu i będzie prosto.

Szkoda tylko, że kiedy w zeszły czwartek jechałam do WORDu to znajoma z Bytomia pisała o śniegu u niej. Prawie się poplułam w Katowicach... Dojeżdżam do ośrodka, a tutaj szalone wiatry i oczywiście śnieżyca. Uznałam, że to naprawdę jest jakaś kpina, ale nic nie mogłam poradzić. Czekałam w ośrodku na swoją kolej, kiedy wróciła kobieta po oblanym placu i zapytała w okienku o następny wolny termin - 7 kwietnia (a było to 11 marca). Już sobie myślę, że zajebiście, że jak nie zdam to jeszcze popełnię śnieżycę po świętach.

Kiedy już egzaminator odebrał mnie z grupy oczekujących, zażartował, że wybrałam sobie słabą pogodę. Nerwowo zażartowałam o tym terminie, który mogłam wybrać od razu po teorii, że byłoby gorzej albo w najlepszym przypadku tak samo, więc mnie to chyba nie ominie tak czy siak. Bałam się, że nie wyjadę z placu. To co zawsze mi wychodziło od strzała, potrafiłam skopać, a to co psułam robiłam bardzo dobrze. Na szczęście mogłam wyjechać na miasto. Co miałam w głowie, żeby przegadywać się z egzaminatorem, że nie podoba mi się jak zaparkowałam to nie wiem do tej pory. Na szczęście trafiłam w korek i nie musiałam za dużo jeździć. Dodając śnieżycę i morką drogę to też nie poszalałam, ale nie zmieniło to faktu, że toyota mi namiętnie gasła. Nie wspominam o zarżniętej jedynce do tego stopnia, że łatwiej było mi wbić drugi bieg i z niego skakać do niższego niż od razu go wbijać.

Na całe szczęście zdane za pierwszym razem. Nie wiem czy będę to dobrze wspominać, ale najważniejsze, że już za mną. Byłam tak paskudnie zdenerwowana, że jak mi tylko egzaminator powiedział, że jest w porządku to się popłakałam. Naprawdę źle się czułam, bo nie mogłam się na bieżąco rozładowywać tylko mnie dociskały te emocje i nerwy.
Pozostała mi przeprawa z moim jakże kochanym starostwem, na szczęście muszę przyjechać tylko po odbiór dokumentów i @mys da mi autko. Bałabym się na jego miejscu, ale skoro mi ufa do tego stopnia, to nic tylko uwielbiać.

Sort:  

Gratulacje ;)

Mogłaś dać znać o terminie, to rozglądałbym się na mieście uważniej ;)

A tak na serio, to jestem pod wrażeniem, że nie dałaś się zbić z tropu nie wchodzącej jedynce ;) Jak to mówią złej baletnicy..., a ty jak widać taka nie jesteś ;)

W czasie kursu jeździłam dość zmęczoną yariską, która miała podobny problem z jedynką, ale tam wystarczyło stanąć na sprzęgle i działało. Na egzaminie nawet jak stanęłam to mi nie pomogło XD
Dopiero jak auto mi zdechło na środku skrzyżowania to ogarnęłam, że może nie muszę wbijać biegu bezpośrednio, żeby to jednak działało.
Spokojnie jeździłam jak grzeczny ślimaczek :)

Brawo! Auto już czeka. Przed pierwszą jazdą sprawdzisz mi olej i spryskiwacze 😘

Reeeeeeee! Sam nie sprawdzasz od 2 lat tego :vvvv

Ciekawostka - Mysiek nie mógł się doczekać aż będę miała grzebanie pod maską, żeby zlecić mi to arcy ważne zadanie xD

Congratulations @osavi! You have completed the following achievement on the Hive blockchain and have been rewarded with new badge(s) :

You received more than 1250 upvotes.
Your next target is to reach 1500 upvotes.

You can view your badges on your board and compare yourself to others in the Ranking
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

Brawo, gratulację. Prawdziwa nauka jazdy dopiero się zacznie :).

Dzięki! Jestem przerażona, ale pewnie jak się już oswoję z autem to będzie dobrze :D

Normalne, każdy był. Nie ma co się bać, jeździć ostrożnie, patrzeć w lusterka i na znaki, pilnować oleju w silniku i można jechać:).

Teraz tylko czekam na dokument, dostałam informację że tak 3 tygodnie, więc jeszcze mam chwilę zanim będę mogła się oswajać z prawdziwą jazdą :D

Chyba będziesz jedyną osobą, którą nie będą denerwowały korki. ;-) Szerokiej drogi!

Dziękować!
Nie wiem czy będą czy nie. Na razie bardziej irytują mnie osoby, które po mieście przy pustej drodze jadą 40. Nie wiem, jakoś wolałabym żeby chociaż te 50 jechały xD

Gratulacje, kierowco! :-)

A dzięki, dzięki :D
Obyśmy się tylko na drodze nie spotkali xD

Gratulacje i pozdrowionka :)

Dzięki dzięki :D