Powrót na dawną ścieżkę

in Polish HIVE2 months ago

Ten tydzień zdecydowanie zaliczam do mocno zakręconych, ale jakże owocnych. Dzisiaj miała miejsce dość ważna rozmowa - bo chociaż wstępna to tak naprawdę wszystko jest już przyklepane i tylko teraz złożyć odpowiednie podpisy.

image.png
Źródło: Pixabay

Pierwsze podejście do pracy - małe przypomnienie

Pamiętam jak cieszyła się, że mogę odbyć praktyki studenckie, za które dostanę wynagrodzenie. Biuro rachunkowe, pierwsze doświadczenia w księgowości, a do tego nie dostawałam minimalnego wynagrodzenia. Z jednej strony super, bo mogłam zarobić na to co chciałam, ale czy finalnie praca w takim formacie miała sens? Początkowo brzmiało fajnie, ale rzeczywistość szybko to zweryfikowała.
Dni kiedy pracowałam po 9-10 godzin od razu odbijały się na ilości energii jaką miałam. Wracałam z biura i zasypiałam do wieczora. Budziłam się żeby przejść z kanapy do łóżka i nieprzytomna do rana, a później od nowa.
Najgorzej było w momencie kiedy nasz zespół (składający się jedynie ze studentów dziennych) wrócił na uczelnię. Przez wakacje niekoniecznie wypracowywaliśmy target, ale wraz z mniejszą obecnością w biurze zaczął się dramat. Bat nad głową, jęczenie czy nie możemy robić więcej godzin, a na koniec praktycznie nakaz przychodzenia do pracy w sobotę. Wtedy się zwinęłam stamtąd, bo nie chciałam dawać komuś prawa do pomiatania mną tylko dlatego, że nie powiększy zespołu i woli gnoić tych, którzy są licząc, że będą lepiej pracować.

Po tamtym czasie chciałam mocno odpocząć, dojść do siebie po tym. Nie chciałam już więcej pracować w korporacji, obawiając się powtórki z rozrywki. Poczekałam do powrotu do Katowic i rozpoczęłam poszukiwania. Przyznam, że było dość ciężko. Mało kto się odzywał, bo przecież korona plus moje papiery na jakieś super wspaniałe nie wyglądały. Niemniej próbowałam dalej.

Internetowe opinie

Ileż ja przekopałam GoWork i innych tego typu stron to głowa mała. Chciałam mieć pracodawcę, który byłby przynajmniej w porządku. Niestety, na takich stronach widziałam głównie negatywne komentarze, więc mimo otrzymania propozycji pracy od jednej z firm początkowo odmówiłam. Właśnie przez to co przeczytałam na ich temat w Internecie.
Szukałam dalej, ale bez skutku. Kilka razy nawet dostałam się na rozmowę o pracę, ale... Powiedzmy, że budzę wrażenia stereotypowej księgowej. Trochę roztrzepana, głośna i patrząca na ludzi, niezbyt się zgadza do wzornika. Niemniej tylko to umiałam, więc trudno było mi szukać pracy w jakimkolwiek innym zawodzie. Niestety rozmowy też nie przyniosły upragnionego telefonu, który by się skończył informacją o ofercie zatrudnienia.
W ten sposób minęło niespełna pół roku, na bezowocnym szukaniu pracy, a zbliżał się grudzień. Przekopując oferty na Pracuj zobaczyłam jak zwykle propozycje z kilku korporacji. Czułam, że będę musiała się w końcu przemóc i złożyć tam papiery, chociaż wzbraniałam się nogami i rękami, to potrzebowałam pieniędzy.
Znacie teksty pokroju, że jak ktoś jest naprawdę głodny to nie wybrzydza? Dokładnie tak się czułam, że już nie za bardzo mogłam sobie pozwolić na takie wybiórcze wybieranie.

Złożyłam papiery do korpo, od którego już wcześniej miałam propozycje pracy. Mysiek mnie pocieszał, że jak mi nie podejdzie to po okresie stażowym sobie pójdę i będzie w porządku. Czułam, że miał w tej kwestii rację, więc postanowiłam dać szansę.
Telefon od Team Liderki (czego wówczas nie wiedziałam), był dość... Zwyczajny. Takie szybkie omówienie, zaproszenie na wideo rozmowę, wspomnienie kogo szukają. Mi pasowało, ale czy ja im pasuję miało się okazać.
Podczas rozmowy miałam wrażenie, że naprawdę zapomniałam języka w gębie, a mój angielski brzmiał jakbym była w podstawówce. Nie wiem dlaczego, ale dopiero jak poruszono wątek home office to się obudziłam i zaczęłam lecieć slangiem. Nagle czułam jak płynę na fali, a kobietę trochę zaskoczyłam, ale finalnie się dogadałyśmy. Nie żebym była jakoś bardzo dumna, całokształt bym oceniła 6/10, więc po rozmowie wróciłam do swojego grania i przestałam się przejmować, bo pewnie wyjdzie jak zwykle. Nikt się nie odezwie, a ja będę dalej szukać pracy.

Nie wyszło jak zwykle.

2 tygodnie później dostałam telefon od Team Liderki, że w sumie to chciałaby mnie zatrudnić. Oczywiście jako naczelny bystrzak nie zapisałam jej numeru, więc przez moment myślałam, że jest jakąś losową kobieta z kadr. Wyjaśniła mi, że wideo rozmowę oraz ostatni telefon miałam z nią.
No mówiłam, naczelny bystrzak ze mnie.
Dogadałyśmy się co do terminu i umowy, wszystko brzmiało całkiem dobrze.

Znowu zostałam korpo szczurem mysią

Pojechałam do biura ogarnąć wszystkie formalności i zostałam przyjęta do zespołu. Taki jaki zawsze chciałam mieć - ścisła współpraca z trójką osób, ogólny zespół to nieco ponad 10 osób. Z powodu obecnych obostrzeń nie zapowiada się, żebym miała poznać ich wszystkich osobiście. Ba! Z moją Team Liderką do tej pory nie widziałam się na żywo. Wszystko załatwiane za pomocą sieci. Od pierwszego dnia pracuję z domu, co jest miodem dla mojej leniwej duszy. Serio, home office to najwyższe błogosławieństwo jakiego mogłam dostąpić.

image.png
Montaż sprzętu

Myślałam, że w poprzedniej pracy nauczę się księgowości... Mogłam o tym pomarzyć. Może po 2-3 latach by się to zmieniło, ale tutaj?
Na dzień dobry dostałam konta do zabawy, może jeszcze nie w takiej formie jak robią księgowi z wyższym stażem, ale miałam za zadanie robić coś co potem tylko następny program w procesie przejmował i księgował. Gdybym chciała to mogłabym robić to co właściwi księgowi, ale obecnie wolę skupić się na przed-procesie, bo głównie to miało być moim zadaniem w czasie stażu.
Stażu, który właśnie kończę bo niedługo miną 3 miesiące od podpisania umowy. Czasu, kiedy nauczyłam się w cholerę więcej o księgowości niż przez pół roku poprzedniej pracy w stresie i nerwach.

image.png
Początkowy wygląd mojego biurka

A dzisiaj omawiałam szczegóły co do podpisania pierwszej umowy o pracę w życiu.

Miło było usłyszeć, że ktoś cieszy się z mojej pracy, a zespół chciałby, żebym została.

Wiecie co jest najlepsze? Że ten zespół może i nie jest pozbawiony problemów, ale Ci ludzie przywrócili mi nadzieję i pokazali, że księgowość nie musi być ani turbo nudna, a pracownicy nie muszą mieć kija w tyłku. Sprawili, że już nie patrzę na pracę jak na coś co trzeba robić tylko dlatego, że masz bat nad głową. W ogóle zatarło się we mnie poczucie tego przymusu i takiego gonienia - chociaż dalej obowiązują w tej pracy pewne terminy to i bez spiny można je wyrobić jeśli się wie jak. Moja koordynatorka i bezpośrednia opiekunka jest tak złotą kobietą, że nie wiem czy mogłam trafić lepiej. To, że tam wytłumaczy czy wyjaśni to jedno, ale że potrafi mnie rozbawić w opór różnymi przykładami z pracy, to nie znam drugiej takiej.

Niestety umowa oznacza, że skończą się dni wolne na zawołanie, bo o ile wcześniej miałam wyrobić przynajmniej 20 godzin w tygodniu, tak teraz będę zatrudniona na cały etat. Mam nadzieję, że przeżyję, chociaż początki pewnie będą ciężkie. Już niedługo się przekonam, bo zaczynam od kwietnia.

Czuję się taka dorosła, chociaż dostanę rangę juniora.

Sort:  

Ej, jak masz fajne swoje zdjęcia, to olej "generyczne" pixabay'owskie. "Montaż sprzętu" jak najbardziej nadaje się na "okładkę" :-) Wtedy z daleka widać, ze to oryginalna treść :-)

Trochę żałuję, że Mysiek nie zrobił mi więcej zdjęć jak kombinowałam ze sprzętem, bo to było jedyne (i jedyny obraz w miarę posprzątanego pokoju XD)
Będę pamiętać, dzięki :D

Sprzątaj pokój częściej to będzie więcej zdjęć łobuzku

Czemu łobuzku?!
Jak nie zapomnę to posprzątam.
PS. Mame nie teraz!