Nie wiedząc czego szukając

in Polish HIVE4 months ago

1609791320365.jpg

Wspomnienia z dawnych lat, które uporczywie wracały

Nie będzie to nic wyjątkowego, myślę, że każdy miał jakieś niespełnione dziecięce marzenia lub cele typu fajnie by było gdyby, ale nie musi się to koniecznie stać. Dla mnie czymś takim była umiejętność gry na instrumencie. Jako szczyl zawsze marzyłam, że będę na czymś zasuwać i czarować lepiej niż na klawiaturze od kompa obecnie.
Tym bardziej chciałam iść do szkoły muzycznej, kiedy okazało się, że moja ówczesna przyjaciółka do takowej uczęszczała. Grała na flecie poprzecznym, ale mi w głowie bardziej zakręciła zwyczajna gitara. Nudziłam rodziców, żeby mnie też zapisali, ale odbijałam się od ściany. Uznali, że skoro mi tak strasznie zależy, to zaciągnęli wujka do pomocy... Żeby kupił mi gitarę. Najzwyklejszą, najnormalniejszą gitarę.

Tu powinno być zdjęcie, ale ku mojemu zaskoczeniu, nie mam żadnego zdjęcia swojej gitary. Szlag.

Niestety, ponieważ jestem leniwą bułą, która ma kosę z systematycznością od... Zawsze? To niewiele z tego wyszło. Raz, że nie miałam zielonego pojęcia jak grać na gitarze, a to były jeszcze te czasy, kiedy łącze internetowe nie było takim standardem jak obecnie. To też umiałam tylko brzdęknąć w gitarę i tyle. Dopiero po roku albo dwóch latach znajoma dała mi książeczki dla dzieci do nauki (jak się okazało z błędami), ale dla początkującego były wystarczające. Niemniej mój cały zapał i radość dość szybko wyparowały. Spędzanie popołudni na dość nieudolnych próbach zagrania czegokolwiek, kiedy struny wżynały się w place, a dodatkowo ciągle zaciskałam niechcący po 2 struny na raz, więc wychodziło dość cudacznie. Serduszko bolało, więc z czasem olałam naukę, ale gdzieś w głębi pozostała niespełniona chęć grania na czymś.

Szukanie kolejnego obiektu

Chciałam coś dość prostego, żeby dobrze brzmiało, a moje ulane i mięciutkie paluchy nie przeszkadzałyby mi w grze. Przez jakiś czas chodziły mi po głowie klawisze, bo to kolejny klasyk. Brzmią naprawdę dobrze, nawet jeśli byłyby to elektroniczne. Niemniej skończyło się na zakupie... Fletu podczas jednych wagarów w szkole średniej. Fajnie było, podobał mi się ten kijek, to wzięłam. Nie pomyślałam tylko, że jak nie kupię sobie sprzętu do konserwacji, którego w sklepie nie znalazłam ani żadnym innym stacjonarnym, to niewiele z tego będzie.
Próba wydania dźwięku - połamało mi uszy. Nikt nie powiedział, że bez oleju to nie nadaje się do gry. Niemniej flet dumnie leży w szafie i czeka na lepsze czasy. Może kiedyś nastaną, kto wie?

1609885866899.jpg

Znajomy zasugerował mi, że może powinnam spróbować coś zupełnie innego. Poszukać w czymś co nie jest w głównym nurcie, coś co nie jest dostępne w każdym sklepie od ręki. Rzucił pomysłem liry korbowej. To wizja zakupu tego cuda towarzyszyła mi przez praktycznie cały czas moich studiów na uniwersytecie ekonomicznym. Ekstrawagancja mocno, coś unikatowego pod względem wizualnym oraz brzmienia. Korciło, ale kiedy zobaczyłam ceny, trochę mnie zmiotło. W dalszym ciągu nie były to ceny stacjonarnych klawiszy, ale wywalenie dwóch miesięcy czynszu na dość fanaberyjny sprzęt? Moja cebula stanowczo odmówiła, zrzucając pomysł na czasy, kiedy będę godziwie zarabiać i będę mogła kupować sobie takie pierdoły.

Słodkie algorytmy

Przeglądałam największy serwis z filmikami i muzyką. Lubię wchodzić w dziwne rejony, może przez jakąś dziwną tolerancję na odstępstwa od reguł, a może przez to, że lubię takie niestandardowe rzeczy. Trafiłam na filmik dziewczyny, która uczyła się angielskiego, a przy okazji opowiadała o swojej pasji, jaką była kalimba. Obejrzałam filmik, potem drugi, trzeci... Nie wiedziałam kiedy minęło kilka godzin, a ja odpalałam już któryś cover popularnych piosenek na tym instrumencie. Brzmiał dość wysoko, ale nie jak cymbałki czy trójkąt, bardziej kojarzył mi się z delikatnym deszczem. Coś mnie urzekło w pudełku, które można śmiało porównać do tabletu. Kciuki uderzające blaszki, a właściwie paznokcie (w zależności od techniki) to nie było coś wybitnie trudnego. Wciągnęłam się na całego, zassało bez reszty.

Tutaj jeden z takich coverów: Perfect - Ed Sheeran w wykonaniu April Yang

Na szczęście zanim kupiłam od razu, złapał mnie i powiedział, żebym sobie przemyślała zakup, czy nie rzucę tym od razu w kąt. Wiem dobrze, że mam słomiany zapał, który mnie irytuje, ale jest tak potężny, że trudno mi z nim walczyć. Uznałam, że poczekam nieco i nie jest to wcale takie głupie. Ten czas poświeciłam na lepsze rozpoznanie, zrozumienie różnic między rodzajami kalimb. Na zdjęciach jest drewniana z pudłem rezonansowym, ale równie dobrze mogłaby mieć samą deskę i zyskać na większej delikatności dźwięku kosztem głośności lub pójść w ogóle w syntetykę poprzez zakup akrylowej, która brzmi jeszcze spokojniej, ale ona ma większy rozstaw blaszek i jest szersza, więc niepolecana dla początkujących.

Po tych kilku dniach postanowiłam mimo wszystko kupić kalimbę. Cieszyłam się jak dziecko, bo małe, bo brzmi fajnie... Tylko trzeba było nastroić. Właśnie w tym celu do zestawu jest dołączony młoteczek. Sama czynność jest czasochłonna, zwłaszcza przy braku wyczucia siły w dłoni. Trzeba uderzać tak długo, aż blaszka osiągnie odpowiedni dźwięk, a wszystko w kompletnej ciszy i tylko stukanie młoteczka. Na szczęście instrument nie wymaga wiedzy muzycznej ode mnie. Można nie mieć pojęcia o nutach, co te dźwięki oznaczają, byleby umieć czytać. Jak w piosence jest D to uderzyć w D, ale tego już uczą małe dzieci.

1609886083404.jpg
Zdjęcie sprzed chwili - zawsze mam kalimbę pod ręką, bo nie wiem kiedy najdzie mnie ochota zagrać soczystą "Barkę".

Osobiście jestem zadowolona, a granie dalej się nie nudzi. Mam duży zeszyt do zapisywania jak grać piosenki, żeby móc szybko sobie do czegoś wrócić. Daleko mi do wymiataczy na YouTubie, ale przynajmniej jak gram piosenkę, to słyszę ten utwór, a nie jakieś zniekształcone dźwiękowo coś. Przy okazji granie wymusiło na mnie naukę odrobiny teorii z zakresu muzyki, żeby sobie zagrać choćby "Hej sokoły!". Nie wspominając, że granie piosenek działa na mnie uspokajająco i pomaga się skoncentrować przez długi czas po grze - ale jak do tego doszłam opowiem w innym poście.

Sort:  

Fajny instrument. @mys ucieka jak wyjmujesz instrument, czy nie jest tak źle;)

Mój dziadek jest fanem akordeonu i w zamierzchłym wieku kupił mi mały akordeon. Nauczyłem się grać na nim ode do radości, ale na tym koniec.

Gitara też mi się kiedyś marzyła (wiadomo nic tak nie działa na dziewczyny jak grajek na ognisku;)), ale zawsze wyciągano mi tą sprawę z akordeonem, ale też nie nazbierałem sam na nią pieniędzy, więc może mieli rację?

@mys nie ucieka, dobry chłopak, nawet chwali jak ładnie Barkę zagram i mówi, że kupi mi portret Papieża Polaka, żeby było bardziej klimatycznie.
Co do akordeonu, to dużo zależy czy Ci siądzie instrument czy nie. Dziadek miał harmonię diatoniczną (guziki po dwóch stronach), ale za ciężkie i nieporęczne to było. Także myślę, że jak poczujesz więź to byś się chętniej uczył i może nie miał takiego problemu :)

Congratulations @osavi! You have completed the following achievement on the Hive blockchain and have been rewarded with new badge(s) :

You received more than 1000 upvotes. Your next target is to reach 1250 upvotes.

You can view your badges on your board and compare yourself to others in the Ranking
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

Do not miss the last post from @hivebuzz:

Feedback from the January 1st Hive Power Up Day
Happy New Year - Project Activity Update

@tipu curate :)

O cholera, dzięki.
Tego się nie spodziewałam :D

O tak! Polecam zwłaszcza granie lubianych piosenek. Tak zaczynałem z gitarą i nie mogłem się od niej oderwać przez lata. Zastąpiła mi radio i magnetofon bo po co coś odtwarzać jak można to zagrać po swojemu? Już pierwszego dnia nauczyłem się dwóch chwytów by grać najprostszą, ale lubianą piosenkę. Potem przyszedł czas rozpracowywania śpiewników no i samodzielnego dobierania chwytów. Powodzenia w przyjemnościach.

Ano, też czuję, że jakbym nie mogła ruszać piosenek, które lubię od praktycznie nastrojenia, to nie wiem czy by mnie tak zassało.
Pamiętam jaką radość sprawiło mi, kiedy tak losowo uderzałam w kolejne blaszki, aż zauważyłam, że chyba gram coś znanego sobie. Szybkie sprawdzenie na necie, oho - gram kolędę, przesunęłam ją o jeden dźwięk w dół, ale technicznie to nadal była ona. Prawie się popłakałam z radości, a to przecież tylko brzdąkanie i nawet nie do końca dokładne.
W ogóle super, że na internecie można znaleźć całą masę "tabsów" do grania różnych utworów.

No to teraz nie pozostaje nic innego jak tylko poćwiczyć i zagrać nam coś 😉
Niestety do gitary nie miałem predyspozycji tj. słuchu - nie potrafiłem jej nastroić,nawet ze stroikami I kamertonami, zawsze coś było nie tak. Więc zapewne bym tym młoteczkiem rozpieprzył instrument w drobny mak...

To ze stroikiem umiałam, ale dopiero jak się dowiedziałam, że stroik ma być na końcu gryfu, tam gdzie są klucze do naciągania strun.
Przy strojeniu kalimby miałam ten problem, że albo uderzałam za słabo i blaszka się nie przesuwała, albo za mocno i musiałam poprawiać w drugą stronę. Także trochę zabawy było, ale udało się ogarnąć :D

Teraz są apki do strojenia. Wydaje mi się że znacznie upraszczają proces.

Sama z takiej korzystałam (DaTuner) i myślę, że udało mi się poprawnie nastroić. Aplikacje z tego co zauważyłam wymagają bezwzględnej ciszy, u mnie wyłapywały każdy, nawet drobny dźwięk zza okna czy krzesło, więc trzeba było uważać.

Ja na kalimbie potrafię zagrać kołysankę dla syna i piratów z karaibów XD ale mam ją dość długo - tak ze 4 lata. Ale w planach mam zakup okaryny. To są fajne instrumenty bo są małe. Na gitarze nie grałem już oewnie ponad rok, ale do ukulele czasem wracam.

Ten niewielki rozmiar to jedna z zalet - bo w przyszłości będę mogła to wrzucić do torebki i się zmieści bez problemu. Ah te damskie torebki, czego one nie zawierają xDD
To u mnie mocno weszły kolędy, bo na ogół są dość proste plus okres okołoświąteczny, więc klimat się zgadza. Fak, że przy niektórych zrobiłam sobie chamski zapis, że dźwięk Fis gram jako F, ale dla mało wprawionego ucha to nie jest zauważalna różnica.

No i fajnie że znalazłaś instrument, który Ci że tak powiem "siedzi", brawo :)
Oliwieniem fletu się nie przejmuj, moje flety (sopranowy i tenorowy) nigdy nie były oliwione a mam je ponad 20 lat i kiedy grałam w zespole muzyki dawnej dawały nieźle czadu. Kiedy Twój flet wróci do łask, zwróć uwagę na odpowiednie zamykanie dziurek, delikatne dmuchanie podczas gry i wydmuchiwanie wilgoci przez dziurkę przy ustniku a powinno być dobrze :) Innym wyjściem jest flet plastikowy, dźwięk trochę inny ale sam flet łatwiejszy w obsłudze.
Życzę powodzenia i wytrwałości. Pozdrawiam muzycznie i noworocznie :)

Ten flet brzmiał nie wiem... Jakbym próbowała krzyczeć obdarta z wnętrza gardła? Trudno mi określić ten dźwięk, ale był naprawdę nieprzyjemny i nie było to tylko moje odczucie.
Dziękuję bardzo! Wszystkiego dobrego w nowym roku! :D