Kiedy jest mnie za dużo... Sezon 2 - Zapowiedź (#0)

in Polish HIVE2 months ago

Niewiele osób pamięta, a jeszcze mniej zostało tych, którzy wiedzą o co chodzi. Już śpieszę z wyjaśnieniami!

image.png
Źródło: Pixabay

Już oficjalnie - wraca seria "Kiedy jest mnie za dużo"!

Ale najpierw czemu została przerwana

Poprzednia seria skończyła się w styczniu 2019 roku i była realizowana na moim starym koncie @anshia, a przerwała ją wizyta u chirurga stomatologa. Krótko mówiąc mam zęby specjalnej troski, które wymagają specjalistycznego leczenia. Dlaczego piszę w czasie teraźniejszym? Jeden z nich udało się usunąć zgodnie z planem, ale drugi dalej tkwi chociaż powinnam już żyć bez niego. No cóż, okazało się, że zawsze może być gorzej. O ile usuwanie zęba zatrzymanego z założenia jest upierdliwym zadaniem, które oznacza uziemienie człowieka na tydzień - poważnie, spędziłam tydzień w łóżku, jedzenie pod nos i pełna opieka. Wstawanie do toalety było straszne, ponieważ wraz ze zmianą wysokości dostawałam takiego bólu twarzy, że się odechciewało czegokolwiek. Czy bałam się, że kolejne usuwanie też mnie zmusi do pozostania w stanie agonalnym i proszeniu o pomoc w praktycznie każdej czynności - to było do przeżycia. Gorzej, że drugi zatrzymany ząb mądrości przy usunięciu może wywołać permanentny paraliż twarzy, ponieważ między korzeniami przechodzi spory nerw.
Miodnie.
Nikt się nie chce tego podjąć, a zęby jak się tłoczyły, tak się tłoczą. Obecna pandemia też nie pomaga, więc uznałam, że póki nie umieram z bólu przytulających się zębów, to macham na to ręką.

Zatem z planu, że w pół roku ogarnę sobie temat zębów i uziemienia od ćwiczeń szlag trafił.

image.png

7 kwietnia 2019

Próbowałam wrócić na siłownię niedługo po skończeniu 3-miesięcznego okresu specjalnej troski o żuchwę. Skąd to pamiętam? Dobrze, że zbierałam zdjęcia do pisania nowych postów, z których nic nie wyszło. Przełomem marca i kwietnia 2019 jeszcze często odwiedzałam pobliskiego Smarta, a jak dobrze pamiętam to wówczas również chodził @mys. Głównie nocą, przed zamknięciem kiedy byli głównie stali wyjadacze, a większość sprzętu czy działu kardio stała wolna, mogłam szaleć do woli. Nawet jeśli czułam się dość padnięta, to przynajmniej dobrze się spało - ten wniosek wykorzystuję do dzisiaj, ale o tym innym razem.
Nie zabrakło również zdjęć zwyczajowego jedzenia z tamtego okresu (oraz mojego największego odkrycia w centrum Katowic).

image.png
Pączek z galaretką mango-marakuja - Pączkarnia Słowik

Niestety moc siłowni pozostała ze mną dość krótko, bo przed wakacjami już za bardzo zajmowałam się wszystkim innym. Sesja, praca tak męcząca, że aż do tej pory mnie skręca. Niedługo później przeprowadzka i koronka. Siłownie pozamykane, więc ostatni raz byłam w zeszłe wakacje póki jeszcze mieszkałam w Gliwicach, ale nie lubiłam tam chodzić. Mały lokal, tłoczny i ze słabym dojazdem. Do tego ta prowizorka dbania o czystość, niby miało być stale czyszczone, ale jednak nie do końca oraz nie działająca klimatyzacja w upalne dni. Krótko mówiąc byłam padnięta bardziej niż powinnam w zbliżonej sytuacji, ale z poprawnie działającym klimatyzatorem.

Jeśli dodam do faktu zaprzestania jakiejkolwiek rozsądnej aktywności fizycznej niepochamowaną chęć jedzenia wszystkiego co tylko uznam za smaczne (a przy okazji będzie nieziemsko słodkie) to dostajemy ładny przepis jak szybko wbijać kolejne punkty na wadze. Szkoda tylko, że nie w tą stronę, w którą powinna ona iść.

4443eed.png

Obiad w tamtym okresie - Fabryka Naleśników

Nic dziwnego, że finalnie wbiłam rangę ulanego spaślaka

Mówię to całkowicie poważnie. Waga uparcie wskazuje wynik oscylujący wokół 84 kilogramów, co nawet po wątku gliwickim jest dużym wyczynem i nie jestem z tego powodu zachwycona. Dlatego też trochę ku motywacji, odrobinę by się popisać, a przede wszystkim dla samej siebie - wracam z serią, która pierwotnie miała być o tym jak dzielnie ćwiczyć na siłowni, aby później wspominać o robieniu pizzy czekoladowo-czekoladowej (tak było, nie zmyślam). Będzie mało technicznie, cholernie emocjonalnie, ale szczerze co o tym myślę i co robię (a czego czasami nie powinnam, ale wewnętrzny głód słodkiego to potężny przeciwnik). Mam nadzieję, że pozwoli mi to w jakimś stopniu uporządkować własne myśli, bo jak już sobie coś postanowię to nie ma mocy przeciw mnie, ale muszę mieć czystą i niezmąconą wizję, a obecnie dalej lata mi sporo straszydeł i zniechęcaczy w głowie.

Niestety nie mam żadnego ładnego zdjęcia zrobionego z ukrycia przez @mys więc będzie bez. Przynajmniej tym razem! Na następną publikację już się poprawię. Na razie musicie uwierzyć, że ubieranie stało się z lekka upierdliwą sprawą, bo prawie uciekłam z regularnej rozmiarówki, pakując się w 42 ale i tak nie za każdym razem. Krótko mówiąc - przypał.
Brawo ja!

Sort:  

No to zdrowia i trzymam kciuki :)
matko, a te naleśniki... jadłabym :P

Sama bym zjadła teraz :D
Dzięki wielkie <3