W poczekalni

Nie lubię poczekalni. Głównie dlatego, że zazwyczaj czeka się w urzędzie albo u lekarza. Poczekalnie to długie korytarze i rząd krzeseł pod ścianą, na których siedzą ludzie ze swoimi problemami. Bo skoro czekają w urzędzie albo u lekarza, to chyba dlatego, że mają problemy. Albo przynajmniej jeden. Do takich miejsc rzadko się chodzi z własnej nieprzymuszonej woli. Zatem siedzę i czekam.
Założyłam maseczkę. Już tak dawno jej nie nosiłam, a przecież jeszcze nie dawno było to normą.
Ja siedzę u lekarza. Nic poważnego. Wstyd się przyznać. Kiedyś bym zignorowała coś takiego..
"Pani Kinga?!" - pytająco woła lekarka zapraszając do gabinetu. To nie ja. Jeszcze nie moja kolej.
Zatem czekam. Dochodzę do wniosku, że czytanie w internecie na temat danego objawu powoduje, że potencjalnie mogę mieć wszystkie choroby... Czytanie w internecie na temat chorób jest niewskazane. Myślę, że jestem ofiarą takiego czytania.
"Pani M?!". O, to ja.